Problem klienta
Klient kupił dom w starym budownictwie na Strzeszynie i planuje generalny remont. Zanim jednak weszli glazurnicy, hydraulicy i tynkarze, całe wnętrze trzeba było najpierw doprowadzić do surowego stanu, czyli usunąć wszystko, co stare, i przygotować solidną bazę pod nowe instalacje i wykończenie. To najbrudniejszy i najcięższy etap całego remontu, którego wykończeniowcy zwykle wolą unikać.
Nasze rozwiązanie
Przez 15 dni czteroosobowa ekipa rozebrała wnętrze do surowego muru:
- demontaż ścianek działowych, skucie tynków ze ścian i sufitów,
- usunięcie starych instalacji wodnych, kanalizacyjnych i elektrycznych,
- zerwanie starych podłóg (płyta, deski, ziemia) i zniwelowanie posadzki do poziomu pod nową instalację ogrzewania,
- oczyszczenie i odgruzowanie piwnicy, w której powstanie nowa kotłownia.
Najbardziej wymagającym elementem było usunięcie polepy, czyli warstwy gliny i piachu, która od początku XIX wieku pełniła rolę izolacji termicznej poddasza. Wszystko na bieżąco znosiliśmy i wywoziliśmy: łącznie około 60 m³ gruzu i śmieci trafiło do legalnej utylizacji.
Efekt
Dom gotowy do właściwego remontu: czysty, surowy mur i wypoziomowana posadzka pod nowe instalacje. Czas i cena okazały się wyjątkowo konkurencyjne w porównaniu z ofertami wykonawców wykończeniowych, dla których wyburzenia i noszenie gruzu to praca „do unikania”, wyceniana zaporowo. To najlepszy dowód, że zlecenie samej demolki wyspecjalizowanej ekipie realnie obniża koszt całego remontu.








